Od moment gdy w 1946 roku Wernher von Braun zaczął nakreślać ramy przedsięwzięcia, które nazwał Marsprojekt, zarówno w USA jak i w ZSRR stworzono szereg planów dotyczących załogowej misji na Marsa. W późnych latach sześćdziesiątych ojciec idei, von Braun, był za wykorzystaniem napędu termojądrowego zaś główny architekt radzieckiej kosmonautyki, Siergiej Korolow, uważał, że należy wykorzystać napęd jądrowo-elektryczny. Jednak wszelkie prace ustały w obu krajach w latach siedemdziesiątych, po przerwaniu amerykańskiego projektu Apollo i radzieckiego programu rakiet N1.

Plany misji na Marsa wskrzeszono w latach osiemdziesiątych – w USA odpowiadały za to prywatne stowarzyszenia, a w ZSRR adwokatem misji na Marsa stał się ówczesny główny twórca radzieckiego programu kosmicznego i wcześniejszy współpracownik Korolowa – Walentin Głuszko. Uważał, że to ciężka rakieta nośna Energia będzie w stanie wynieść astronautów na Marsa Wzrost zainteresowania czerwoną planetą znalazł nawet wyraz w krótkim „wyścigu na Marsa” w późnych latach osiemdziesiątych, kiedy to obie strony prześcigały się w tworzeniu planów wyprawy. Wyścig zakończył się jednak wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i przerwaniem produkcji rakiet typu Energia. Pomimo entuzjazmu jaki w tej dziedzinie wykazywały media, projekt wyprawy na Marsa nie miał już potem poważnego poparcia politycznego w obu krajach.

Pomimo deklaracji kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych, jakoby załogowa misja na Marsa była długoterminowym celem dla kraju, politycy nie chcą wyasygnować pieniędzy na ten cel. NASA sfinansowała oszołamiającą wręcz ilość badań i projektów, z których wszystkie próbowały obniżyć ryzyko niepowodzenia misji kosztem zmieszenia wagi statku, startującego z niskiej orbity. Nie udało się jednak znaleźć przekonującego rozwiązania. Najbezpieczniejszy sposób przeprowadzenia takiej wyprawy, opiera się na rozwiniętej infrastrukturze kosmicznej (ciężkich rakietach nośnych, holownikach kosmicznych zdolnych do hamowania w atmosferze, silnikach termojądrowych, czy technikach długotrwałego, kriogenicznego przechowywania paliwa). Infrastruktura ta musiałaby już jednak działać w momencie rozpoczęcia lotu załogowego, a nie zanosi się na to, by państwa chciały teraz rozwój takiej infrastruktury finansować.

Plan wyprawy FLEM zakładał, że od statku macierzystego oddzieli się lądownik, który sam wykona hamowanie w atmosferze Marsa i lądowanie a po zakończeniu badań, wzniesie się na orbitę heliocentryczną, na której spotka się ze statkiem. Ponieważ statek macierzysty nie musiałby wykonywać żadnego hamowania ani startu w obrębie orbity Marsa, można by było zaoszczędzić sporo na paliwie. Do wyniesienia takiej wyprawy na orbitę Ziemi wystarczyłby jeden lot rakiety Saturn V.

Przelot marsjański MORL to misja zaproponowana w 1965 roku przez firmę Douglas – miał to być załogowy przelot badawczy koło Marsa do przeprowadzenia już w 1973. Od innych planów przygotowywanych ówcześnie w siedzibach NASA, różnił się wykorzystaniem modułu MORL, czyli Załogowego Orbitalnego Laboratorium Badawczego (Manned Orbiting Research Laboratory), jako kwater dla załogi.

Za relacje z mediami i kompleksowe działania w zakresie kształtowania wizerunku Mars Society Polska odpowiada firma Planet PR. Uprzejmie prosimy o kontakt bezpośrednio z:
Łukaszem Wilczyńskim
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
tel. 12 376 42 70
mob. 516 036 036
www.planetpr.pl

 

Dzięki danym przesłanym przez Mars Express (ESA) naukowcy potrafią już wyjaśnić zagadkowe przesunięcia południowej czapy lodowej Marsa.

Podobnie jak Ziemia, Mars także posiada dwie czapy lodowe. Na Ziemi złożone są one z zamarzniętej wody, na Marsie oprócz wody zamarza także dwutlenek węgla. Podczas lata na półkuli południowej spora część południowego lądolodu wyparowuje, cofa się on o około 3-4 stopnie symetrycznie na południe. Marco Giuranna z "Istituto di Fisica dello Spazio Interplanetario CNR (IFSI)" wraz ze swoim zespołem używając spektrometru z sondy Mars Express zmierzyli temperaturę nad południowym lądolodem do wysokości 50 kilometrów oraz zmiany w tej części atmosfery przez około pół roku.

Giuranna twierdzi, że przejście w marsjańską jesień i zimę to nie jest prosty jednorodny proces, ale na południowym biegunie istnieją dwa systemy klimatyczne, które są dość skomplikowane. Wiatry wiejące na południowej półkuli wpadają w "Hellas Impact Basin", czyli krater uderzeniowy. Średnica krateru wynosi około 2100 km. Jest to największa struktura pouderzeniowa na planecie. Basen Hellas powstał we wczesnych etapach formowania się Układu Słonecznego, około 3,9 miliarda lat temu, na skutek uderzenia dużej asteroidy.

Krater zmienia cyrkulację powietrza i sprawia że na zachodzie południowej półkuli powstaje obszar niskiego, a na wschodzie wysokiego ciśnienia. Zespół odkrył, że temperatura w rejonie niskiego ciśnienia utrzymuje się poniżej tempreatury wyparowywania dwutlenku węgla, tak więc w tych rejonach obserwujemy padający śnieg z dwutlenku węgla. W rejonie wysokiego ciśnienia wprost przeciwnie - woda i dwutlenek węgla wyparowują, bo temperatura jest tam wyższa. Tak więc na zachodzie południowej czapy mamy w tym momencie dużo węglowego śniegu, który ulatnia się zdecydowanie wolniej podczas lata. Tymczasem na wschodzie w lecie śnieg ulatnia się, co tłumaczy nieregularność południowej czapy na Marsie.

Jan Kotlarz, za ESA