Ostatnio pojawia się coraz więcej informacji dotyczących możliwości pozyskiwania surowców z asteroid. W kwietniu 2012 roku prywatna firma Planetary Resources Inc. (PRI), poprzednio znana pod nazwą Arkyd Astronautics, ogłosiła na konferencji prasowej zamiar rozwijania technologii górniczej, która pozwoli na wydobycie surowców z asteroid. Innym przedsiębiorstwem zmierzającym do tego samego celu jest Deep Space Industries (DSI). Również NASA jest w trakcie opracowywania misji mającej za zadanie rozpoczęcie wykorzystywania materiałów dostępnych w przestrzeni kosmicznej. NASA skupiła się na sprowadzeniu asteroidy do układu Ziemia-Księżyc, gdzie prace mogą być prowadzone zarówno przez maszyny jak i ludzi, natomiast PRI na rozwiązaniach zautomatyzowanych i zdalnych.

Sam pomysł wykorzystania materiałów zawartych w przestrzeni kosmicznej nie jest nowy, pisał o tym już np. Konstanty Ciołkowski w 1903 roku, jednakże z powodu ograniczeń technologicznych takie przedsięwzięcie długo pozostawało w sferze marzeń. Bardziej aktualna jest książka Johna S. Lewisa „Mining the Sky: Untold Riches from the Asteroids, Comets, and Planets” wydana w roku 1997, w której autor opisuje koncepcje biorąc pod uwagę ówczesne technologie. Opinie co do opłacalności oraz możliwości wykonania takiego przedsięwzięcia są różne – od skrajnie pozytywnych do skrajnie negatywnych. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że w projekt PRI zaangażowane są osoby z dużym doświadczeniem w astronautyce – głównym dyrektorem wykonawczym i technicznym jest Chris Lewicki (jeden z czołowych inżynierów Jet Propulsion Laboratory), a wielu pracowników inżynieryjnych zajmowało się w przeszłości obsługą promów kosmicznych w NASA oraz łazików marsjańskich. Zainwestowane zostały znaczne środki finansowe, a współzałożycielami są np.: Peter Diamandis, fundator m.in. X Prize, czy Larry Page z Google Inc.

Plany na początek działalności obejmują eksploatację asteroid zawierających dużo lodu, z którego poprzez elektrolizę planowane jest uzyskiwanie wodoru i tlenu, wykorzystywanych w napędzie chemicznym pojazdów kosmicznych. Tak uzyskane paliwo byłoby następnie transportowane na orbitę wokółziemską, gdzie można by „dotankowywać” rakiety startujące z powierzchni Ziemi, co stanowiłoby impuls do znacznego przyspieszenia eksploracji Układu Słonecznego. W dalszej perspektywie działalność PRI opierałaby się w szczególności na wykorzystaniu asteroid bogatych w metale, przede wszystkim platynowce, mających zastosowanie w wielu gałęziach przemysłu i w badaniach naukowych.

Pojawia się jednak pytanie, czy możliwe jest na obecnym etapie technologicznym dotarcie do asteroid a następnie ich eksploatacja? Nie ulega wątpliwości, że jest to zadanie bardzo trudne, nie jest bynajmniej niemożliwe. W początkowym okresie, przy braku odpowiedniej infrastruktury w przestrzeni kosmicznej, najlepszymi obiektami są asteroidy bliskie Ziemi (NEA – z ang. Near Earth Asteroids), charakteryzujące się orbitami położonymi wewnątrz orbity Marsa, przez co czasami bardzo zbliżają się Ziemi. Z uwagi na kształt i położenie ich orbit, dotarcie do niektórych z nich jest dużo łatwiejsze niż dotarcie do powierzchni Księżyca. Wynika z tego, że możliwe by było umieszczenie na powierzchni asteroidy robota, który rozpocząłby wydobycie i w dogodnym momencie (np. przy następnym przejściu asteroidy obok Ziemi) – wysłałby pozyskany materiał na orbitę wokółziemską, co pozwoliłoby na jego wykorzystanie. Innym sposobem na eksploatację asteroid może być proponowana przez NASA „inżynieria orbitalna”, polegająca na zmianie orbity ciała niebieskiego na taką, która będzie dogodna do lotów na/z Ziemi. Ciekawa jest jeszcze inna koncepcja – część asteroid posiada takie orbity, że oprócz zbliżania się do Ziemi, zbliżają się również do Marsa. Z tego powodu możliwe byłoby wspieranie istniejącej w przyszłości bazy na Marsie poprzez transport pozyskanego materiału bezpośrednio na orbitę Marsa, gdzie mógłby  być przechwycony i wykorzystany. Ponadto takie planetoidy mogą posłużyć jako środek transportu ludzi pomiędzy Ziemią i Marsem [1]. Ich przewagą nad innymi rozwiązaniami jest to, że materiał z jakiego są zbudowane zatrzymuje promieniowanie kosmiczne, natomiast do przeprowadzania koniecznych manewrów można wykorzystać materiał dostępny na miejscu (np. wodę) lub żagiel słoneczny.

Jak już wspomniano powyżej, trudność w dotarciu na powierzchnię Księżyca jest większa niż do wielu NEA, tak więc wydaje się, że samo wysłanie urządzenia do badania i eksploatacji asteroid nie powinno przedstawiać problemu, tym bardziej że już odbyło się kilka misji do komet i asteroid, a kilka dodatkowych jest w fazie planowania (np.:[2]). Obecnie najbardziej obiecujące wydają się napędy elektryczne, wykorzystujące energię elektryczną do rozpędzania zjonizowanego gazu (np.: napęd Halla, jonowy siatkowy, magnetoplazmadynamiczny), z których część znajduje zastosowania w satelitach komercyjnych,  natomiast inne są w zaawansowanej fazie testów. W porównaniu do napędów chemicznych używanych np. w podróżach na Księżyc, napędy elektryczne mają tą zaletę że mniejsza siła ciągu jest rekompensowana przez bardzo długi czas działania. Przekłada się to na ok. 10-krotne mniejsze zużycie paliwa. Podróż do NEA i powrót na Ziemię została już dokonana przez japońską sondę Hayabusa, która przeprowadziła dokładną analizę właściwości fizycznych asteroidy 25143 Itokawa oraz pobrała materiał z jej powierzchni i dostarczyła na Ziemię (start 2003 r., powrót 2010 r.). Tak więc można stwierdzić, że podstawy technologii wymaganej do dostarczenia ładunku na NEA zostały już opanowane w podstawowym stopniu, jednocześnie trwają dalsze badania.

 

Hayabusa Capsule

 

Ciekawy jest pomysł NASA dotyczący sprowadzenia małej asteroidy (ok. 500 ton) na orbitę wokółksiężycową. Pozwoliłoby to na sprawdzenie technologii „holowania” asteroid, a ponadto ze względu na łatwość dostępu umożliwiłoby bezpośrednie badania [3]. Dzięki temu można by prowadzić badania planetoid oraz testować różnorodne technologie związane z pozyskiwaniem i obróbką materiału ponosząc względnie niskie koszty. Koszty sprowadzenia obiektu na planowaną orbitę szacowane są na ok. 2,6 mld $, przy czym ładunek jaki musiałby zostać wyniesiony na niską orbitę wokółziemską (LEO – z ang. Low Earth Orbit), czyli „holownik”, to ok. 18 ton. Daje to 28-krotnie większą masę na dogodnej orbicie, jednak zmieniając takie parametry misji jak orbita, czas trwania, czy moc napędu „holownika” można ten współczynnik zwiększyć jeszcze bardziej (do 70 a nawet więcej). Koncepcja sprowadzania asteroid w pobliże Ziemi ma niewątpliwie tę zaletę, że umożliwia wysyłanie załogowych misji trwających do kilku tygodni w przeciwieństwie do kilku miesięcy dla misji do NEA bez zmiany ich orbit. Ponadto, materiał mógłby być stosunkowo łatwo transportowany na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, gdzie mogą być prowadzone badania w warunkach mikrograwitacji.

O ile sama idea wydobywania surowców z planetoid wydaje się być dobrym sposobem na stymulację eksploracji przestrzeni kosmicznej, problemy natury technologicznej i ekonomicznej mogą stanowić poważne przeszkody w osiągnięciu celu. Plan działania PRI opiera się na wykorzystaniu dużej ilości małych teleskopów zwanych Arkyd. Podstawowe modele działając na LEO, mają przeprowadzić wstępną selekcję wartościowych obiektów, które będą następnie badane przez bardziej zaawansowane wersje. Po analizie badań ma dojść do wysłania automatów górniczych na najbardziej obiecujące asteroidy.

 

Arkyd-100

 

Na chwilę obecną brak jest dopracowanej technologii bardziej zaawansowanych modeli Arkyd. O ile pierwsze egzemplarze teleskopów serii 100 są już montowane, brak jest jakichkolwiek informacji dotyczących postępu w pracach nad ich rozwojem. Może to być spowodowane jedną z dwóch przyczyn: póki co PRI skupia się na dopracowaniu technologii wytwarzania modeli serii 100 albo wszystkie dane na ten temat są utrzymywane w tajemnicy. Trudno jest obecnie jednoznacznie opowiedzieć się za którąś z tych wersji, jednak na uwagę zasługuje to, że nazwa firmy używana do 2012 roku (Arkyd Astronautics) celowo nie zdradzała głównego celu firmy. Niewątpliwą zaletą ekonomiczną zaproponowanego rozwiązania jest jego elastyczność oraz minimalizacja kosztów niespodziewanych wydarzeń (awarie, nieudane starty itp.) poprzez stosowanie małych, względnie tanich automatów. Daje to korzyści takie, że praca całego systemu nie zostanie przerwana przez zdarzenia losowe, po drugie skoordynowane wykorzystanie dużej ilości małych teleskopów umożliwia uzyskanie obrazu o ogromnej zdolności rozdzielczej. Szacowane koszty produkcji tych teleskopów w masowej produkcji są na poziomie kilku mln $ za sztukę [4].

Z kolei koncepcja NASA zakłada wykorzystanie sondy, która po dotarciu do celu i pochwyceniu planetoidy miałaby za pomocą silników manewrowych wyhamować jej ruch obrotowy, po czym przelecieć na orbitę docelową. Taki sposób nie wymaga znaczącego rozwoju nowej technologii, tak więc jest obecnie w zasięgu możliwości NASA. Największym wyzwaniem jest w tym przypadku znalezienie odpowiednich kandydatów, co jest bardzo trudne ze względu na ich niewielkie rozmiary.

 


Z punktu widzenia technologii sam proces wydobycia na dużą skalę minerałów zawartych w planetoidach stanowi poważne wyzwanie. Na dzień dzisiejszy nie istnieje żadne rozwiązanie tego zagadnienia, które byłoby sprawdzone w działaniu. Górnictwo na Ziemi uwzględnia pole grawitacyjne i nie wszystkie stosowane w nim rozwiązania mogą się sprawdzić w przestrzeni kosmicznej. Z tego też powodu, jak wynika ze słów Chrisa Lewickiego [5], początkowo PRI skupi się na pozyskiwaniu i przesyłaniu na LEO małych próbek urobku, co pozwoli na obniżenie kosztów rozwoju technologii. Względnie łatwa do pozyskania jest woda, dlatego wysiłki PRI w początkowej fazie skupią się na pozyskiwaniu tego surowca. Można to zrobić np. podgrzewając lód za pomocą światła słonecznego skupionego zwierciadłami, po czym za pomocą elektrolizy wytworzyć wodór i tlen. Będzie to dobrym punktem startowym, ponieważ lepsza dostępność paliwa w przestrzeni kosmicznej umożliwi dalszy rozwój działalności górniczej oraz sprzedaż z orbitalnych „stacji paliw” zapewni firmie pierwsze przychody. Możliwość „dotankowania” na LEO jest o tyle istotna, że w dotychczas wykorzystywanych oraz rozwijanych sposobach wynoszenia ładunku z powierzchni Ziemi w przestrzeń kosmiczną, zdecydowana większość ciężaru stanowi samo paliwo. Na przykład rakieta Falcon 9 firmy SpaceX mogąca wynieść ok. 13 ton na LEO zużywa w tym celu ponad 200 ton paliwa, podobne proporcje występują w innych rakietach nośnych. W miarę upływu czasu, technologia będzie dopracowywana w celu jak największego obniżenia kosztów. W następnej fazie planowane jest rozpoczęcie wydobycia metali z grupy platynowców i ich transport na Ziemię. Inne metale, takie jak np.: żelazo, nikiel i kobalt będą wykorzystywane do wytwarzania konstrukcji w przestrzeni kosmicznej, ponieważ ich sprowadzanie na Ziemię jest nieopłacalne. Dodatkową możliwością jest produkowanie maszyn wykorzystywanych do wydobycia lub transportu przetworzonego materiału na miejscu, dzięki czemu obniżone zostałyby koszty całego przedsięwzięcia. O ile idea samopowielających się maszyn powstała stosunkowo dawno, do dnia dzisiejszego zgodnie z wiedzą autora, nie udało się zbudować urządzenia, które potrafiłoby wykonać w pełni kopię samego siebie. Co prawda w ostatnich kilku latach poczyniono znaczne postępy w dziedzinie druku przestrzennego, jednak w dalszym ciągu produkcja ogranicza się do wykonywania części mechanicznych, ustępujących pod względem odpowiednich właściwości częściom wykonanym tradycyjnymi metodami. Problemem pozostaje także produkcja układów elektronicznych, do wytwarzania których najczęściej potrzebne są zaawansowane urządzenia.

 

 

Koncepcja NASA pochwycenia asteroidy (źródło: http://www.kiss.caltech.edu/study/asteroid/asteroid_final_report.pdf)

 

Z powodu braku jakiegokolwiek punktu odniesienia, trudno na obecnym etapie oszacować koszty związane z technologią górnictwa w próżni oraz mikrograwitacji. Należy tu jednak zaznaczyć, że praca w takich warunkach pod pewnymi względami może być łatwiejsza niż w silnym polu grawitacyjnym, np pod względem transportu urobku lub urządzeń.

Trochę inaczej rzecz się ma z przetwarzaniem surowców w warunkach mikrograwitacji. Takie próby były podejmowane już w końcu lat 60-tych ubiegłego wieku. Dotychczas badano m.in. spawanie, wzrost kryształów, obróbkę stopów itp. Innym ciekawym eksperymentem przeprowadzonym na LEO, było napylanie cienkich warstw półprzewodnikowych. Wykonanie tego procesu w przestrzeni kosmicznej ma tę zaletę, że odbywa się on w „idealnej” próżni, którą bardzo trudno jest uzyskać w warunkach ziemskich i jest to bardzo kosztowne. Dzięki temu możliwe byłoby wytwarzanie np. elektroniki w otwartej przestrzeni kosmicznej, mogącej służyć jako części zamienne dla urządzeń wykorzystywanych na asteroidach. Tego rodzaju badania wskazują na ogromny potencjał oraz korzyści płynące z prowadzenia procesu obróbki w przestrzeni kosmicznej. Dlatego wydaje się, że dopracowanie znanych już technologii i dostosowanie ich do odpowiednich warunków jest zadaniem wykonalnym w najbliższej przyszłości, jednakże wymaga jeszcze wysiłku zarówno od strony naukowej jak i inżynieryjnej.

Ekstrakcja materiału z asteroid oraz jego obróbka na miejscu za pomocą urządzeń automatycznych jest związana jeszcze z jednym istotnym zagadnieniem, mianowicie ograniczeniem ilości ruchomych części. Dzięki temu zostanie ograniczona awaryjność oraz stopień złożoności urządzeń, co może obniżyć koszty wytworzenia i eksploatacji. Z pomocą przychodzą tutaj dokonania inżynierii materiałowej. Dobrym przykładem jest np. stosowanie sztucznych mięśni opartych na nanorurkach węglowych. Niedawno udało się wytworzyć aerożel z nanorurek węglowych działający jako siłownik, który charakteryzuje się odpowiednimi właściwościami mechanicznymi, niską gęstością oraz możliwością funkcjonowania w różnorodnych środowiskach, m.in. w próżni [6]. Ważnym czynnikiem przemawiającym za takim rozwiązaniem jest to, że działanie siłownika wymaga jedynie przyłożenia napięcia, przez co nie zawiera on żadnych ruchomych części.

O ile technologiczne aspekty eksploatacji asteroid w pewnym stopniu można omówić na podstawie znanych rozwiązań, o tyle rozważania na temat ekonomii takiego przedsięwzięcia z powodu braku reprezentacyjnych przykładów są już dużo bardziej spekulacyjne. Do dnia dzisiejszego jedynie sonda Hayabusa pobrała materiał z planetoidy i dostarczyła go na Ziemię, przy czym koszty misji wyniosły ok. 100 mln $ [7], a ilość materiału pozyskanego do badań była znikoma.  Innym przykładem może być planowana misja NASA OSIRIS-REx, która przy kosztach ok. 1 mld $ ma pozyskać do badań od 60 g do 2 kg materiału.

Punktem zaczepienia może być tutaj misja NASA sprowadzenia NEA o masie 500 ton w pobliże księżyca, co ma kosztować ok. 2,6 mld $, czyli ok. 5200 $/kg, co jest wartością zbliżoną do kosztów wyniesienia ładunku z powierzchni Ziemi na LEO. Dłużej trwająca misja, o porównywalnych kosztach oraz podobnej orbicie docelowej pozwoliłaby na sprowadzenie asteroidy o masie nawet 1300 ton, dzięki czemu koszty spadną do ok. 2000 $/kg. Porównując to do kosztów dostarczenia ładunku z Ziemi na orbitę wokółksiężycową za pomocą rakiet o napędzie chemicznym (ok. 100 tys. $/kg), oszczędność jest znacząca. Pozostaje jeszcze kwestia pozyskania i obróbki materiału. Przede wszystkim główny ciężar kosztów jest skupiony na wytworzeniu całej infrastruktury potrzebnej do rozpoczęcia działalności górniczej, która zawiera także koszty poszukiwania odpowiednich kandydatów. Koncepcja NASA zakłada wykonanie tego za pomocą obserwatoriów naziemnych, co eliminuje konieczność inwestycji w sprzęt. Natomiast PRI chce wykorzystać teleskopy kosmiczne Arkyd. Na obecnym etapie jest znana jedynie docelowa cena masowo produkowanych teleskopów serii Arkyd 100 ok. 10 mln $ [8]). Co do kolejnych wersji na dzień dzisiejszy do publicznej wiadomości podane są jedynie ogólne założenia zadań, jakie miałyby te teleskopy spełniać.

W kosztach transportu największy udział ma samo wystrzelenie obiektu na LEO z powierzchni Ziemi. Prywatne firmy zajmujące się wynoszeniem ładunków na orbitę stanowią silną konkurencję dla agencji rządowych. W lipcu 2012 ukazała się informacja, że PRI oraz Virgin Galactic zawarły porozumienie w sprawie wynoszenia teleskopów Arkyd na orbitę za pomocą wyrzutni „LauncherOne” [9]. Prawdopodobnie możliwa jest także współpraca z SpaceX, gdzie prowadzone są prace nad rakietą wielokrotnego użytku, dzięki której wyniesienie ładunku na LEO powinno kosztować ok. 50 $/kg. W połączeniu z niską masą teleskopów serii Arkyd wraz z urządzeniami pomocniczymi (ok. 80 kg), pozwoli to na obniżenie kosztów wystrzelenia jednego egzemplarza do kwot rzędu kilku tysięcy dolarów za sztukę.

W analizie możliwych kosztów przedsięwzięcia oraz zysków należy brać pod uwagę nie tylko zagadnienia związane z kosztami technologii, ale także aspekty rynkowe. Pomimo tego, że znane planetoidy zawierają duże ilości m.in. platynowców, ich wydobycie w przestrzeni kosmicznej i transport na Ziemię może przynieść zyski niższe niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Spowodowane to jest tym, że jedna asteroida może zawierać (np. 3554 Amun zawiera ok. miliona ton platynowców)  [10], co mogłoby doprowadzić do załamania rynku metali szlachetnych na Ziemi. W konsekwencji doprowadziłoby to do znacznych obniżek cen, co z kolei zmniejszyłoby zyski ze sprzedaży materiału asteroidy. Zdaniem autora, dojdzie do rywalizacji pomiędzy firmami działającymi na Ziemi oraz tymi działającymi w przestrzeni kosmicznej, dlatego pomimo możliwego znacznego spadku cen, zatrzyma się on na pewnej granicznej wartości zależnej od kosztów wydobycia. W chwili obecnej trudno jest powiedzieć, jak ostatecznie będą się kształtowały te koszty, ale wydaje się że w przypadku eksploatacji dużych asteroid (o rozmiarach kilku i więcej km) w przeliczeniu na masę pozyskanych surowców powinny one być bardzo niskie. Sam proces wydobycia i obróbki surowców na asteroidach ma tę przewagę, że potrzebna energia jest w zasadzie „za darmo”, jedynym kosztem pozostaje samo wytworzenie paneli słonecznych lub zwierciadeł skupiających, co przy odpowiednio zaawansowanej technologii może odbywać się na miejscu.

Ważnym aspektem jest tu również spojrzenie długofalowe i w szerszej perspektywie. Eksploatacja asteroid stanie się z pewnością bodźcem do rozszerzania „strefy wpływów” ludzkości w przestrzeń kosmiczną, co może zaowocować takimi przedsięwzięciami jak kolonizacja Marsa i innych ciał niebieskich w Układzie Słonecznym (np. księżyce Jowisza, być może nawet samych asteroid). Z punktu widzenia kolonizacji Marsa interesujący jest fakt, że dogodne położenie jego orbity pozwala na względnie tanią eksploatację praktycznie całego pasa asteroid, dzięki czemu jest z niego łatwy dostęp do ogromnej ilości minerałów, których może brakować na jego powierzchni. Ponadto sam proces rozwijania potrzebnych technologii, jak również większa dostępność rzadkich na Ziemi surowców (np. metale szlachetne) przyczyni się do zwiększenia standardu życia ludzi. Przeniesienie części przemysłu z Ziemi do przestrzeni kosmicznej zaowocuje czystszym środowiskiem na Ziemi, podobnie jak możliwość wykonywania niektórych rodzajów badań naukowych. Można tu wymienić np. procesy technologiczne korzystające z toksycznych substancji, czy badania biologiczne przeprowadzane na niebezpiecznych organizmach (np. wirusy, bakterie). Wykonywanie tych czynności z dala od Ziemi pozwala na zminimalizowanie (w praktyce wyeliminowanie) zagrożenia dla organizmów ziemskich, w tym ludzi. Wytwarzanie paneli słonecznych o ogromnych rozmiarach i umieszczanie ich na orbicie wokółziemskiej może zapewnić energię elektryczną dla całego globu, dzięki czemu zniknie potrzeba pozyskiwania energii ze źródeł na Ziemi, co jeszcze bardziej przyczyni się do polepszenia stanu środowiska naturalnego.

Ponadto PRI może notować zyski na długo przed rozpoczęciem wydobycia minerałów z asteroid. Taką możliwość daje wykorzystanie „roju” małych teleskopów, które mogą być wykorzystane do obserwacji Ziemi, jak również różnych ciał niebieskich, co jest w obszarze zainteresowania zarówno prywatnych firm jak i ośrodków naukowych [11]. Dodatkowo odpowiednia synchronizacja pracy takiego „roju” pozwala na uzyskanie tzw. hiperteleskopu, który pozwala na otrzymywanie bardzo dokładnych obrazów o rozdzielczości jaką dałby teleskop o ogromnych rozmiarach. W dalszej perspektywie, teoretycznie możliwa by była bezpośrednia obserwacja egzoplanet z rozdzielczością na poziomie  setek kilometrów [12].


Co do szczegółowych planów DSI niewiele wiadomo, jednak większość pomysłów wydaje się być bardzo podobnych do tych z PRI. Najpierw do asteroid mają być wysłane małe, tanie sondy Firefly (z ang. świetlik), mające za zadanie określenie składu asteroid, następnie większe Dragonfly (ważka), mają przywieźć próbki materiału na Ziemię w celu analizy, po czym wysłane zostaną automaty wydobywcze Harvestors. Jedyną znaczącą różnicą (być może przewagą) jest to, że DSI jest w trakcie patentowania drukarki 3D „MicroGravity Foundry”, mającą pomóc w wykorzystaniu surowców na miejscu wydobycia. Podobnie jak PRI, początkowo firma chce się skupić na usługach dla już istniejącego rynku satelit (dostarczanie paliwa), aby następnie przejść do etapu sprzedaży metali szlachetnych na Ziemi oraz wykorzystania innych materiałów do budowy struktur w przestrzeni kosmicznej. Niemniej jednak, pojawienie się nowego przedsiębiorstwa nie zmienia ogólnego obrazu sytuacji przedstawionego w artykule, gdyż problemy natury technologicznej i ekonomicznej wymagające rozwiązania są takie same.

Podsumowując, wydaje się na dzień dzisiejszy szanse powodzenia technologiczne są realne. Do NEA jest względnie łatwy dostęp, technologia napędów kosmicznych pozwala osiągnąć ten cel i jest wciąż rozwijana, natomiast pewną trudność może stanowić jeszcze technologia wydobycia i obróbki materiałów w przestrzeni kosmicznej. Dlatego zdaniem autora eksploatacja planetoid pod kątem pozyskiwania surowców jest możliwa w czasie dwóch-trzech dekad. Technologia do tego potrzebna wymaga jeszcze postępów w takich dziedzinach jak inżynieria materiałowa, nanotechnologia, automatyka itp., jednakże są to dziedziny dynamicznie rozwijające się w ostatnich latach, co pozwala mieć nadzieję na osiągnięcie wymaganych celów.

Opłacalność ekonomiczna takiego przedsięwzięcia jest dużo trudniejsza do przewidzenia, ponieważ brak jest dostępnych danych. Jeżeli jednak koszty rozwoju potrzebnych technologii będą na poziomie dziesiątek mld $, wtedy eksploatacja szczególnie większych asteroid może być opłacalna. Nawet jeśli dostęp do większej ilości platynowców spowoduje spadek ich cen, po uwzględnieniu wartości wszystkich minerałów będących w składzie asteroid, ich wykorzystanie może być opłacalne. Dodatkowym atutem jest tutaj spojrzenie z perspektywy eksploracji przestrzeni kosmicznej, ponieważ takie przedsięwzięcia diametralnie zmienią dostępność substancji oraz ich wartość. Dlatego inwestycje w tego rodzaju działalność są konieczne jeśli nasza cywilizacja ma się stać cywilizacją międzyplanetarną. I na koniec jeszcze jedna konkluzja: niezależnie od kosztów, jakie musiałyby być poniesione, z całą pewnością technologia wymagana do eksploatacji asteroid przyczyni się do zwiększenia możliwości obrony Ziemi przed zderzeniem z takim obiektem w przyszłości, co zdecydowanie podnosi wartość całego przedsięwzięcia.

[1] http://news.nationalgeographic.com/news/2011/02/110210-mars-trip-asteroids-taxi-cosmic-rays-hitchhikers-space-science/

[2] http://nssdc.gsfc.nasa.gov/planetary/planets/asteroidpage.html

[3] http://kiss.caltech.edu/study/asteroid/asteroid_final_report.pdf

[4] www.wired.com/wiredscience/2012/04/planetary-resources-asteroid-mining

[5] http://nextbigfuture.com/2012/07/could-mining-asteroids-become-trillion.html

[6] http://diyhpl.us/~bryan/papers2/Giant-Stroke,%20Superelastic%20Carbon%20Nanotube%20Aerogel%20Muscles%20-%202009%20-%20Baughman.pdf

[7] http://nssdc.gsfc.nasa.gov/nmc/spacecraftDisplay.do?id=2003-019A

[8] http://www.popularmechanics.com/science/space/news/how-to-mine-an-asteroid-11644811

[9] http://www.planetaryresources.com/2012/07/planetary-resources-inc-announces-contract-with-virgin-galactic-for-payload-services/

[10] http://kiss.caltech.edu/workshops/asteroid2011/presentations/lewis.pdf

[11] http://www.planetaryresources.com/2012/08/mit-researcher-plans-for-arkyd-space-telescope-to-find-alien-planet/

[12] http://www.oamp.fr/lise/publis/labeyrieESTEC2009Max.pdf