Tym razem to nie sygnał z przestrzeni ale krzyk rozpaczy NASA. Cały program statków nowej generacji jest poważnie zagrożony.

Według "New Scientist" hucznie ogłaszane światu sukcesy związane z zespołem napędowym rakiety Ares I zaczyna przyćmiewać malejący budżet agencji. Zakładany na 2007 rok wzrost nakładów o 1% jest poniżej poziomu inflacji co realnie ogranicza możliwości działania. Początkowo zakładano, że wahadłowce zostaną wycofane z eksploatacji w 2010 roku, a statki Orion przejmą ich rolę cztery lata później, czyli w roku 2014. Niestety, jest już niemal pewne, że termin ten nie zostanie dotrzymany. Potwierdza to szef NASA Michael Griffin ostrzegając, że realna data startu pierwszego statku typu Orion to rok 2016. Kłopoty budżetowe Amerykanów mają dwojakie źródła. Pierwsze podstawowe to ilość środków przyznana przez Kongres, a drugie to znacznie większe od zakładanych wydatki na przywrócenie do lotów promów kosmicznych po katastrofie Columbii. Jak na ironię losu do złudzenia przypomina to sytuacje z lat 1975-1981, kiedy nastąpiła pierwsza przerwa w amerykańskich lotach załogowych. Wtedy skończył się Wietnam, teraz mamy Irak. Taki stan rzeczy oddala nas w kwestii powrotu na Księżyc, a tym bardziej od wyprawy na Marsa. Dopóki nie wystartuje Ares I, NASA nie będzie miała pieniędzy na program rakiety Ares V, która miała umożliwić załogowe misje międzyplanetarne. Jedynym załogowym środkiem transportu po 2010 roku staną się rosyjskie statki Sojuz. To one przejmą całkowicie wymianę załóg na ISS i to rosyjska agencja stanie się centrum załogowych lotów kosmicznych. Już teraz ESA i Japończycy zgłaszają chęć współfinansowania budowanego przez rosyjski koncern RKK Energia nowego statku kosmicznego "Kliper". Prace nad nim są już bardzo zaawansowane, a jedna z wersji jest dostosowana do wynoszenia przez rakietę Sojuz-2. Rosjanie nie wykluczają możliwości sprzedaży tych jednostek Amerykanom. Przewozy towarowe na międzynarodową stację kosmiczną dalej będą realizowały statki Progress oraz dwa nowe: europejski ATV i japoński HTV, a to już zupełnie zminimalizuje znaczenie USA. Brak środków odbije się zapewne na bezzałogowych misjach planetarnych i księżycowych. M. Griffin twierdzi, że niektóre będą musiały być uszczuplone.

W tym kontekście niebywałego znaczenia zaczynają nabierać pozarządowe organizacje promujące badania kosmosu takie jak Mars Society, ponieważ posiadają miej kosztowne programy. NASA już wspiera firmy, które planują samodzielne zbudowanie statków mogących dostarczyć na orbitę ludzi i towary do 2010 roku